Wyniki konkursu literackiego 2017

Protokół z dnia 6.11.2017
Komisji powołanej do oceny prac , które wpłynęły na 7 edycję konkursu literackiego „Esperanto łączy ludzi”. Temat wiodący dla roku 2017 – „Esperanto- mój kolorowy świat”.

Komisja w składzie :
1) Eligiusz Buczyński- przewodniczący , reprezentant Książnicy Podlaskiej im. Łukasza Górnickiego
2) Nina Pietuchowska – członek komisji z ramienia Białostockiego Towarzystwa Esperantystów.

stwierdza, co następuje:
1) W terminie przewidzianym regulaminem do komisji wpłynęło 16 prac konkursowych opatrzonych godłem, do których załącznik stanowiło oświadczenie o prawach autorskich oraz elektroniczna wersja pracy.
2) Prace nadesłane w jednym języku zostały przetłumaczone na esperanto bądź na język polski , a nazwisko tłumacza zostało uwzględnione w materiale przeznaczonym d druku.
3) Komisja zdecydowała, że tytułem zachęty do udziału w konkursach w kolejnych latach tym razem wszystkie prace zostaną opublikowane w „Bjalistokaj kajero n-ro 7”/Białostockich zeszytach nr 7
4) Komisja zdecydowała o:

Uznaniu za najciekawszą pracę Anny Ulman pt. „Li, ŝi, ili…”

Wyróżnieniu prac:
• Baczyńskiego Lecha pt. „Reveno al nigra truo”
• Heleny Biskup pt. “Per la trajno „Zamenhof” al Bjalistoko”
• Cecylii Hlebowicz pt. Gerardo “la unua”
• Roberta Kamińskiego pt. “Esperanto – mia ŝlosilo al kolora mondo”
• Elżbiety Karczewskiej pt. „Ĝuste libro ne filmo disvolvas fantazion”
• Marc Konijnenberg pt. „Nia Kolora Mondo”
• Zofia Gertrudy Kowalczyk pt.„Mia aventuro kun Esperanto”
• Pyhälä Raita pt. „Esperanto – mia kolora mondo”
• Rekowskego Wacława pt.„For de miaj okuloj!”

Podziękowaniu za udział w konkursie:
• Joannie Sokalskiej
• Dobkowskiej Małgorzacie
• Hennig Edeltraut
• Sandip Lamichhane
• Bardhyl Selimi
• Michaela Stegmaier

Białystok, dnia 6.11.2017

 

Przewodniczący Komisji – Eligiusz Buczyński

Członek Komisji – Nina Pietuchowska

 

On, ona, oni…

Anna Ulman

On:

Po maturze wyjechałem do Międzygórza aby zacząć nowe, dorosłe życie. W rok po odbyciu służby wojskowej ożeniłem się z Krystyną, urodziła nam się córeczka Ania. Małżeństwo przetrwało wśród wzlotów i upadków 27 lat. Znajomi mówią o nas, że byliśmy dobrą, przykładną rodziną. Zbliżałem się do 50-tki kiedy Krystyna odeszła wyniszczona długą chorobą, którą długo ukrywała przede mną. Została po niej półka pełna książęk w języku Esperanto i mnóstwo wspomnień ze wspólnych wyjazdów. Nie wiedziałem jak mam dalej żyć? Nie narzekałem na brak towarzystwa, bo wyrazy współczucia nadchodziły z kraju i zagranicy, odwiedzali mnie członkowie Klubu esperantystów w Międzygórzu ale co ma robić samotny facet przyzwyczajony do obecności bratniej duszy?

Lato 1994 roku. Dorosła córka, która wraz ze swoim mężem spędzała u mnie urlop zadzwoniła do pracy:

Tato, o godz. 15.15 przyjdą do Ciebie do domu dwie Twoje dawne koleżanki. Obie uczyły się jeszcze z mamą w tym samym liceum i studiowały na tym samym Uniwersytecie. Przyjeżdżają do Międzygórza na wczasy esperanckie.

Punktualnie o wyznaczonej porze , słysząc pukanie, otworzyłem drzwi i …

Po wesołym „Dzień dobry” Haliny patrzyłem w milczeniu na towarzysząca jej kobietę.

Czy poznajesz mnie? – padło pytanie ze strony drugiego gościa.

Toż to zielonooka Ania, moja pierwsza miłość – pomyślałem.

Wspomnienia przeleciały przez moją głowę jak wicher. Miałem wtedy 13, a może 14 lat. Do dziś pamiętam te uśmiechnięte oczy. Zobaczyłem ją pierwszy raz w kościele w czasie jakiejś mszy i nie mogłem od niej oderwać wzroku. Chodziłem za nią potajemnie aby dowiedzieć się gdzie mieszka i gdzie się uczy. Później, już w średniej szkole, byliśmy parą spędzającą razem każdą wolną chwilę. Grałem na mandolinie, często na trąbce. Jej ojciec uczył mnie techniki gry, a ja uczyłem swoją dziewczynę piosenek. Moim idolem był wtedy Paul Anka i jego piosenka Przeznaczenie”. Latem odwiedziłem Anię na obozie harcerskim i dowiedziałem się, że moja dziewczyna spotyka się z innym chłopakiem! A miało być tak pięknie! Postanowiłem zapomnieć o niej i o jej zielonych oczach.Życie stało się szare i złe. Jaka jest teraz ta Ania – zastanawiałem się. Nie przypuszczałem, że spotkam ja po tylu latach, w innej miejscowości…

Ona:

Lato 1994 r. Miałam zamężną córkę i dwoje wnucząt. Mój mąż Tadeusz wyjechał 19 lat temu nielegalnie do Holandii. Miał mnie ściągnąć jak się urządzi, ale chyba o mnie zapomniał. Gdy byłam bardzo młoda cyganka wywróżyła mi, że szczęście spotka mnie dopiero w połowie mojego życia, a żyć będę bardzo długo. Wtedy nie potraktowałam poważnie słów cyganki, teraz chciałam wierzyć w tę przepowiednię i niecierpliwie czekałam. Po 10 latach zwątpiłam w powrót męża i udało mi się przeprowadzić rozwód. Zaczęłam żyć na własny rachunek. Przeprowadziłyśmy się z córką do małego miasteczka na południu Polski, gdzie mieszkała moja matka, czworo rodzeństwa , ich rodziny. Kiedy moja dorosła córka wyszła za mąż i wyprowadziła się odczułam pustkę. Stroniłam od natrętnego wielbiciela, który w moich oczach był alkoholikiem. Tęskniłam za obecnością mocnego, opiekuńczego mężczyzny w moim życiu ale taki nie pojawiał się.

Mijały lata aż tu któregoś dnia zadzwoniła do mnie Halina – koleżanka z ławy szkolnej. Mieszkałyśmy w sąsiednich miejscowościach i czasem się spotykałyśmy. Podobnie jak ja była samotna. Zaproponowała mi wyjazd do Międzygórza na wczasy esperanckie połączone z nauką języka. Ona mówiła już w Esperanto biegle, ja coś tam dukałam. Wróciłam właśnie z kolonii dla dzieci, na których dorabiałam do swojej nauczycielskiej pensji, uczyłam się wraz z dziećmi Esperanta i marzyłam o prawdziwym odpoczynku. Halina nie ustępowała. Weź ze sobą obrazy, które namalowałaś. W takiej letniskowej miejscowości na pewno je sprzedamy- namawiała aż namówiła.

Na miejsce dotarłyśmy wieczorem. Mieszkająca w Międzygórzu Teresa, dawna znajoma, przyjęła nas gościnnie. Miała chwilowo wolny pokój zazwyczaj wynajmowany letnikom. Skontaktowałyśmy się z organizatorem wczasów esperanckich i dostałyśmy program pobytu. Nikogo jeszcze nie znałam i dlatego potulnie pozwoliłam Halinie decydować o tym, co będziemy robiły. Już następnego dnia zdecydowała, że odwiedzimy jej byłego sąsiada i jego żonę, z którą razem studiowały. Miasto było niewielkie, wszyscy znali wszystkich i nawiązanie kontaktu nie było trudnym. Żony już nie ma – powiedziała Teresa – ale pozostał całkiem atrakcyjny wdowiec – i zmrużyła szelmowsko oko.

Kiedy go zobaczyłam po 32 latach rozłąki zadrżały mi ręce, zatrzepotały powieki. Miłam wrażenie, że kiedyś popełniłam wielki błąd. Przy herbatce, uciekając wzrokiem, wpominałam nasze młodzieńcze czasy i chłopca, który grał na trąbce. Kiedyś rodzice wysłali mnie na zimowe ferie do Zakopanego. W Krakowie, na dworcu, podczas przesiadki, zobaczyłam mojego „tropiciela”. Jechaliśmy całą noc tym samym pociągiem, a dzieliła nas tylko ściana przedziału i żadne o tym nie wiedziało. Był pierwszym chłopcem, z którym tańczenie tanga-przytulanga sprawiało mi radość. Jednoczesnie bałam się tych przytulań i pocałunków we włosy, od których po całym ciele przechodził cudowny dreszczyk. Unikałam takich zbliżeń, do których pewnie jeszcze nie dorosłam. Lubiłam się podobać i to mi wystarczało. Jemu zabrakło cierpliwości i wyrozumiałości. Miałam wrażenie, że oddalał sie ode mnie. Spotykaliśmy sie jeszcze ale już nie tak często. W lipcu przyjechał do mnie na obóz harcerski i wtedy koledzy spłatali nam figla. Stworzyli tak dwuznaczną sytuację, że wyjechał przekonany o mojej zdradzie. Po wakacjach nic już nie było jak dawniej. I teraz znów spotkaliśmy się dzięki Halinie… Ja „słomiana” wdowa, on prawdziwy wdowiec.

Tydzień pobytu w Międzygórzu minął zdecydowanie zbyt prędko. Przed południem zajęcia językowe, po południu już w jego obecności dalekie spacery grupy i udział w programie kulturalnym. Na pożegnanie prosił o nr telefonu, adres, dobre słowo. Dostał wszystko.

On:

Nie mogłem się doczekać pierwszej soboty aby do niej pojechać w gości. Wymyśliłem wizytę u córki mieszkającej w tym samym co ona miasteczku i odwiedzałem moją Anię. Poznawaliśmy się od początku. Teraz już wiedziałem czego chcę i jaki jest mój cel w życiu: ta albo żadna! Któregoś dnia, kiedy z kolei ona odwiedziła mnie, siedzieliśmy wieczorem w ogrodzie. Grałem na trąbce tylko dla niej naszą „Ciszę”. W pewnej chwili zapytłem:

Kiedy ślub?

Czyj – odpowiedziała pytaniem na pytanie.

Nasz!

Ani odpowiadał luźny związek, mnie nie. W końcu postawiłem sprawę na ostrzu noża: Albo – albo… Przyciśnięta do muru wymyśliła jakiś test psychologiczny dla potwierdzenia zgodności charakterów. Bała się, że nie stać ją po złych doświadczeniach na stworzenie dobrego związku. Na wszystko się zgadzałem, byle tylko podjęła decyzję. Psycholog kazał nam podzielić kartkę na pół i wpisać w dwóch oddzielnych rubrykach co nas łączy a co dzieli. Okazało się, że w rubryce „łączy” oboje wpisaliśmy „Esperanto”.

Ona:

Uwierzyłam psychologowi, że będzie dobrze. Może to o tym mężczyźnie mówiła cyganka?

On:

Po 32 latach rozłąki postanowiliśmy teraz naszemu życiu nadać zupełnie inną treść. Sprzedałem swoje mieszkanie i przeprowadziłem się do Ani. Bez problemu znalazłem dobrą pracę, dzięki której nie byłem dla niej ciężarem. W podróż poślubną pojechaliśmy z „Esperantoturem” do Singapuru. Miałem wrażenie, że w 40-osobowej grupie tylko my i pilot mówimy po esperancku, ale co tam… Było wspaniale.

Ona:

Od półtora roku jesteśmy małżeństwem. Nadrabiamy stracony czas chodząc po pracy wszędzie razem. Wspólnie rozwiązujemy problemy swoje i często cudze. Mamy wielu przyjaciół z różnych środowisk ale najwięcej esperantystów. Nasz świat jest kolorowy. On jest bardzo dobrym mężemi wspaniałym dziadkiem dla swoich i moich wnucząt, a nasza miłość jest gorąca i namiętna. Nie wstydzimy się okazywania naszych uczuć. Mam nadzieję, że przed nami jeszcze wiele lat takiego wspaniałego życia. Cieszymy się myśląc o każdej wspólnie spędzonej nocy. Nadal zadaję mu kłopotliwe pyatnia. Dzisiaj przy obiedzie zapytałam:

Co byś zrobił, gdyby mnie nie było?

Siedziałbym i płakał.

Taki dorosły mężczyzna?

Bez Ciebie mój świat jest szary i nieprzyjazny…

Tekst „On” otrzymałam w prezencie imieninowym od mojego obecnego męża. Kartki zeszytu były podzielone pionowo na dwie części a lewa strona nie była zapisana. Zrozumiałam, że moim zadaniem jest uzupełnić historię naszego związku, co uczyniłam w rubryce „Ona”.

Dodaj komentarz